Monthly Archives: Kwiecień 2014

Reanimacja lokomotywowni w skali TT/H0

Witam.

W poniższym krótkim artykule postaram się pokazać jak łatwo można odrestaurować stary budynek kolejkowy lokomotywowni.
Pokarzę etapy malowania modelu którą nabyłem w internecie. Model ten był już sklejony i wiele części w nim brakuje ale kupiłem go za grosze więc nie ma co bardzo narzekać.

Niestety lokomotywownia została zapaprana butaprenem i nie udało mi się go usunąć. Po oczyszczeniu modelu w ciepłej wodzie z płynem zabrałem się za malowanie. Na linie muru pruskiego naniosłem aerografem czarne linie które potem będą dawały efekt cienia. Chciałem by ten prosty model był ciekawy więc zastosuje kilka takich modelarskich trików.

Potem wypełniłem je jeszcze białą farbą dla późniejszego kontrastu.

Naniosłem aerografem warstwę „ceglanego” koloru bazowego. Zmieszałem scorched brown cydadela i trochę rdzawego pigmentu.

Okna pomalowałem w kolorze green ochre- to kolor drewna które będzie widoczne pod odpryskami zniszczonej stolarki.
Dach potraktowałem różnymi kolorami brązu i bieli. Będą one widoczne po zastosowaniu lakieru do włosów- tzw hairspray technique ;) . Da to potem efekt zniszczonej dachówki.

Teraz żeby ożywić nudną i jednolitą elewację dodajemy szczyptę „chaosu” :) . Pomalowałem przypadkowo pojedyncze cegły w różnych odcieniach tak jak to jest w rzeczywistości.


Następnie pomalowałem dach przypadkowo kilkoma odcieniami brązu. Potem naniosłem lakier do włosów (najtańszy z biedronki :) ).


Kiedy lakier wysechł kolej przyszła na warstwę szarego koloru. Kilka dachówek pomalowałem innym odcieniem dla rozbicia monotonii.

Dalej podobnie postąpiłem ze stolarką- lakier przykrył kolor drewna i po wyschnięciu naniosłem na nią zielony.
Teraz zaczyna się zabawa. Wszystkie części modelu pokrywamy warstwą wody. Możemy nanieść pędzlem lub z aerografu. Woda przenika przez farbę akrylową i zaczyna rozpuszczać lakier do włosów ! . Delikatnie pędzlem szorujemy miejsca gdzie chcemy pokazać ubytki farby. Nie należy przesadzać bo usuniemy całą uprzednio nałożoną warstwę. Nie trzeba też zalewać modelu wodą. Technika wymaga trochę wprawy ale to niezła zabawa. :D. Wg mnie świetnie postarza każdy model i nadaje mu realizmu.

Kiedy byłem już pewien że efekt jest zadowalający aerografem naniosłem warstwę płynu do paneli- zabezpieczy to farbę i przygotuje go na „washa” z farb olejnych.

Zaaplikowałem washa na dachu z farb olejnych. Potem przykleiłem do tylnej części okien folię która ma imitować szkło. Na koniec części ceglane pokryłem washem z wody+szary pigment mający imitować zaprawę. Potem tylko model pokryłem matowym lakierem. Daje to fajny efekt uboczny na szkle- lekko przydymione, brudne szyby.

 

 

Myślę że udało się odrestaurować ten model i będzie długo służył  na polu bitwy :) .

Dzięki za uwagę.

Rempage

 

Anioły Śmierci czyli o Lotnictwie w FoW słów kilka.

Samoloty to częsty widok na figurkowych polach bitew II Wojny Światowej. Najczęściej spotykane to amerykańskie Thunderbolty ale nie brakuje też brytyjskich Typhoonów czy niemieckich Junkersów. We wprawnych rękach samolot to potężna broń.
3 edycja Flames of War przyniosła nam spore zmiany dotyczące zasad lotnictwa – najważniejsza z nich to brak konieczności namierzania przez samolot jeśli cel jest „in the open” czyli powyżej 2 cali od lasu lub budynku. Zmiana ta nieprawdopodobnie zwiększyła przydatność lotnictwa.

Dla początkujących warto dodać kilka zdań o podstawowych zasadach, weterani mogą przejść od razu do następnego akapitu. Samolot możemy wykupić w 3 wariantach – sporadic, limited i priority. Różnią się ilością kostek, które mamy w „puli lotniczej” – odpowiednio 3, 5 i 7 kości. O wzywaniu wsparcia lotniczego decydujemy na początku tury rzucając odpowiednią liczbą kości z puli. Jeśli na choć jednej wypadnie 5 lub 6 to udało się przyzwać samoloty. Następnie rzucamy kością lotniczą ile samolotów przyleciało. Jeśli tylko jeden to koniecznie będzie przerzucanie udanych trafień pod wzornikiem artyleryjskim, a jeśli trzy to ze względu na duże nasycenie celu ostrzałem – dostajemy przerzut nietrafień. Wskazujemy cel a następnie wystawiamy samolot w fazie startowej, jego podstawka nie może zachodzić na żaden teren ani na podstawki innych figurek. Wróg przeprowadza ostrzał z dział p/lotniczych. Teraz, jeśli cel jest w 2 calach od lasu lub budynku, koniecznie będzie namierzenie celu – tylko JEDEN rzut kostką na namierzenie (jak w przypadku artylerii). Nieudany rzut oznacza, że lotnicy nie dostrzegli celu i odlatują bez ostrzału.

Kolejną ważną zasadą, o której trzeba pamiętać jest odwrót przy bliskości własnych wojsk – jeśli w 16 calach od samolotu znajduje się przyjacielskich oddział – samoloty bojąc się popełnić błąd odlatują tak jakby nie namierzyły celu. O zasadzie tej warto pamiętać ponieważ ruch naszych wojsk może uniemożliwić samolotom pojawienie się na stole.
Samoloty mają najczęściej zamontowane 3 typy broni – bomby/rakiety, karabiny maszynowe i działa przeciwpancerne.
1) Bomby/rakiety użyte trafiają (zwykle na 4+) w górny pancerz pojazdu, cechują się dobrym Firepower od 3+ do 1+ i AT 5. Są dobre do niszczenia celów opancerzonych oraz do „wykopywania” okopanej piechoty.
2) Karabiny maszynowe – szybkostrzelne, trafiąją na 2 lub 3+, uderzając w boczny pancerz. Mają niski AT i Firepower 5+ więc nie nadają się niszczenia celów okopanych lub dobrze opancerzonych – są za to idealne do destrukcji nieopancerzonych transporterów, nieokopanych dział i nieokopanej piechoty.
3) Działa – tutaj chodzi o armaty niemieckich Henscheli i bohatera Rudela – z antitankiem 11 i firepower 3+ trafiają w boczny pancerz czołgów – dobre do niszczenia czołgów średnich, ze względu na niezły firepower mogą posłużyć też do wykopania piechoty.

Przed graniem samolotami warto zastanowić się – jaki typ przeciwnika ma niszczyć nasz samolot w nadchodzącej grze, który wrogi pluton stanowi dla nas największe zagrożenie, które za pomocą dobrze posłanej bomby możemy obrócić w „kupkę złomu”? Już samo posiadanie samolotu (tak samo jak i artylerii) wywołuje u przeciwnika konkretne zachowania – szersze rozstawianie plutonów, krycie się przy lasach i budynkach, ostrożniejszą grę.
Kuszącym celem dla bombardowania są ciężkie czołgi – trafione bombą mają save na 3+ i jeśli im nie wyjdzie to przy firepower 1+ są od razu zniszczone. Dobra rzecz, zwłaszcza jeśli przeciwnik nieostrożnie poruszył się czołgami tak, że pod wzornikiem jest więcej niż jeden czołg. Bombardowanie okopanej piechoty najczęściej nie przynosi aż tak dobrych efektów – rzut ochronny na 3+ sprawia, że tylko nieliczne podstawki spadają i dopiero kilka nalotów przynosi oczekiwany skutek.
Podobne zastosowanie mają działa montowane na samolotach, jednak one są lepsze w niszczeniu czołgów średnich – trafienie z AT11 przy bocznym pancerzu Pantery 5 lub Shermana 4 niemal nie umożliwia rzutu ochronnego. Daje nam to niemal „auto-bail” z dużą szansą na zniszczenie – przydatne zwłaszcza gdy pluton czołgów jest na granicy połowy strat (rzut na morale plutonu).
Wisienką na torcie są karabiny maszynowe, większość samolotów trafia na 3+ (o jeden lepiej niż bomby) a prawdopodobnie najlepszy w grze Thunderbolt nawet na 2+.

Kiedy warto korzystać z karabinów maszynowych? Zwłaszcza wtedy gdy przylatuje 1 samolot i musimy przerzucać udane trafienia. W takiej sytuacji łatwiejsze trafianie daje nam szansę zrobienia przeciwnikom krzywdy mimo niesprzyjających okoliczności :).
Najlepszym celem dla KMów zamontowanych na samolotach wydaje się piechota – nieokopana oraz ta jadące w transporterach (opancerzonych i nieopancerzonych). Każde przebijające trafienie w transporter wywołuje trafienie w podstawki jadące w środku podstawki. Najczęstszy AT KMów to 6, boczny pancerz opancerzonych transporterów to 0 – przeciwnik wyrzucając 6 daje nam szansę tylko na „baila”, każdy inny wynik umożliwia nam zniszczenie transportera na 5+. Trzeba pamiętać, że zniszczenie 1 nieopancerzonego transportera automatycznie powodu zniszczenie wszystkich pozostałych, a zniszczenie transportera opancerzonego – konieczność testu morale na odesłanie pojazdów.

Warto też wspomnieć o kryciu się przed ogniem przeciwlotniczym. Często warto ustawić samolot tak by trafił mniejszą liczbę podstawek a nie nadział się na ogień artylerii przeciwlotniczej. Ustawiać samolot można tak by między nim a pelotką stał budynek, las lub linia drzew. Nieco bezpieczniejsze są tutaj samoloty „flying tank” czyli IL-2 oraz Henschel Hs 129 – broń p/lot strzelająca do nich traktowana jest jakby miała firepower gorszy o 1 punkt. Np. działko 5+ zdaje test firepower na 6+ strzelając do nich.

Ostatnią opcją, którą musimy rozważyć jest przechwytywanie wrogich samolotów – szturmowych oraz AOPa. W turze przeciwnika gdy deklaruje on wezwanie samolotu – możemy zgłosić próbę jego przechwycenia. Rzucamy wszystkimi kośćmi z naszej puli lotnicznej – jeśli na choć jednej wypadnie 6 – wrogi samolot nie przylatuje lub AOP jest zniszczony. Po próbie przechwytywania również odejmujemy jadną kość lotniczą z puli. Pamiętajmy jednak, niezależnie ile kości lotniczych zużyliśmy w trakcie gry zawsze pozostaje w niej jedna kość więc rzucajmy tą jedną kością do oporu próbując przyzwać własne wsparcie oraz odgonić samoloty przeciwnika. I z tej kości warto korzystać bo czasem dzięki szczęśliwej „5” można rozbić misterny plan bitewny przeciwnika.

Mam nadzieję, że powyższy poradnik tłumaczy w przybliżeniu nowym graczom sposób działania oraz taktykę lotnictwa we Flames of War.
Wojtek „Zorg” Kinasz

 

Tutorial – pustynne wzgórze

Na początku chciałbym ostrzec, przeprosić i przestrzec – będzie dużo zdjęć, ale postanowiłem sobie, że opiszę wszystko bardzo dokładnie, tak, żeby osoba, która dopiero zaczyna zabawę z bitewniakami (i/lub modelarstwem) była w stanie wszystko od razu „złapać”. Tutorial będzie dotyczył modelowania pustynnego wzgórza, oczywiście, większość zaprezentowanych technik i tzw. patentów można użyć przy kreacji innych elementów terenu (nie muszą być pustynne) lub przy robieniu podstawek pod figurki. Wzgórze jest dedykowane do FoWa, czyli do skali 15mm (zdecydowanie mniejsze modele niż produkowane przez Games Workshop, na końcu tekstu znajdziecie zdjęcie porównujące wielkość modeli 28mm i 15mm), ale tylko dlatego, że w tą grę ostatnio grywam i do niej robię całą pustynna makietę. Tak samo robi się wzgórze do skali 28mm, trzeba tylko wszystko proporcjonalnie powiększyć (chyba, że ktoś lubi małe wzgórza Bezalkoholowe! ). Tutorial podzieliłem na kilka etapów – chociaż sama robocizna przy wzgórzu to co najwyżej kilka godzin, nie da się go zrobić w jeden dzień – wikol, farby potrzebują kilku lub nawet kilkunastu godzin, żeby porządnie wyschnąć. Każdy z etapów to robota na jeden dzień – maksymalnie 2 godziny, ale w większości przypadków znacznie mniej. Tak więc nie przemęczając się, po szkole lub pracy można sobie spokojnie takie wzgórze w tydzień wydłubać.
Wzgórze drogie nie jest, praktycznie wszystkie elementy i narzędzia znajdziecie w swoich domach, jedynym wyjątkiem są cudowności stricte modelarskie – trawka elektrostatyczna, krzaczki i styrodur. Niestety, zwykły styropian nie da rady, wzgórze ma być skaliste, a nie da się – ze względu na kuleczki – wyrzeźbić skał w styropianie.

Etap I – wycinanie i klejenie.

W tym etapie wytniemy i pokleimy wycięte elementy uzyskując zgrubny kształt wzgórza. Potrzeba nam do tego dużego kuchennego noża, który będziemy mogli rozgrzać nad gazem (czyli trzeba zapytać mamę lub żonę, który nóż to może być – będzie trudno doprowadzić go z powrotem do stanu używalności kuchennej, a awantura nam nie potrzebna, prawda? Bezalkoholowe! ), niewielkiego pędzla malarskiego (taki do malowania kaloryferów będzie w sam raz) oraz wikolu (lub kleju wikolowego, zagranicą zwie się to P.V.A. Glue).

Mamy pod ręką cały potrzebny sprzęt i zabieramy się za wycinanie kształtu wzgórza z płyty styroduru. Użyłem płyty o grubości 4cm, jest wystarczająco duża na skalę 15mm, do skali 28mm użyłbym 8cm lub 10cm (to naprawdę sporo, Land Rider spokojnie się za takim wzgórzem schowa).
Moje wzgórze ma tworzyć całość z górką zrobioną wcześniej, więc kreśląc kształt w styrodurze musiałem odmierzyć dokładnie te same wymiary, żeby wzgórza do siebie pasowały. Dobrym pomysłem, nawet jeśli wzgórze ma być zamkniętą całością, jest naszkicowanie na styrodurze docelowego kształtu. Nie wiem jak Was, ale mnie czasami ponosi ułańska fantazja, gdy trzymam w rękach rozgrzany duży nóż – wole się więc trzymać tego co wcześniej wymyśliłem. Szkicować trzeba czymś miękkim, bo styrodur twardy nie jest – pisak do opisywanie płyt cd działa świetnie. Sprawdźcie tylko czy nie zżera styroduru – czasami się to zdarza, a styrodur tani nie jest, więc szkoda go wyrzucać z powodu niewłaściwego pisaka.

Mamy naszkicowany kształt i zabieramy się za wycinanie. Nie robiłem zdjęć tego procesu, bo nie miałem za bardzo jak. Generalnie – rozgrzewamy nóż do czerwoności nad kuchenką gazową i tniemy styrodur. Samo cięcie jest bardzo proste, tnie się jak masło, gorzej, że nie jest to zajęcia bezwonne. Rozgrzewany i topiony styrodur śmierdzi – trzeba więc uprzedzić rodzinę, otworzyć okno i zrobić to w miarę szybko. Od razu możemy też wstępnie wymodelować wjazdy na górkę – wycinając w kilku miejscach rozgrzanym nożem coś na kształt łagodnego stoku – można to także zrobić na zimno, ale dużo z tym roboty i śmieci – zostają ścinki, styrodurowy kurz, itp. Jeśli chcemy, żeby wzgórze było kilku poziomowe, te wyższe poziomy także trzeba teraz wyciąć i poprzycinać tak, żeby wszystko pasowało do siebie.
Wycięte wzgórze wygląda tak:

Widać wyraźnie, że zrobiłem jeden szeroki wjazd na górze zdjęcia i wąską ścieżkę wjazdową pośrodku lewej krawędzi wzgórza. Dodałem także drugi poziom – nie ma na ten wyższy poziom wjazdu, bo tak chciałem (jak pisałem wcześniej to wzgórze nie jest samodzielne, wjazd na wyższy poziom jest na wzgórzu już gotowym) – to te mniejsze elementy leżące obok całej górki. Całość po spasowaniu będzie wyglądała tak:

Teraz trzeba całość skleić i tym samym zakończyć pierwszy etap. Smarujemy wikolem mniejsze elementy i przyklejamy do całości wzgórza. Styrodur jest trochę śliski – coś jak teflon i trudno w miarę dokładnie pokryć go cienką warstwą wikolu, dlatego, nie oszczędzamy kleju i dajemy grubaśną warstwę Bezalkoholowe!. Klej nakładamy pędzlem malarskim (po klejeniu dokładnie przemywamy go pod ciepłą wodą, żeby zmyć klej).

Przykładamy elementy na swoje miejsca, obciążamy czymś ciężkim – na przykład książką i idziemy spać, bo wikol potrzebuje kilku lub nawet kilku nastu godzin na wyschnięcie.

Przy klejeniu tak dużych płaskich powierzchni nie trzeba używać sztyftów, jeśli jednak chcielibyśmy zrobić na wzgórzu cienką iglicę skalną lub podobny obiekt o małym polu podstawy warto wzmocnić wiązanie sztyftem – może to być patyczek do lodów, wykałaczka, lub inny drewniany przedmiot (wikol to klej do drewna, więc drewno najlepiej klei) – smarujemy klejem jeden koniec, wciskamy go w podłoże następnie wystającą cześć także pokrywamy klejem i wciskamy w przyklejany element. Nie musi to do siebie pasować na tip-top. W dalszych etapach będziemy wzgórze szpachlować i wypełnimy wszystkie ubytki. Jeśli jako sztyftu użyjemy wykałaczki lub innego zaostrzonego przedmiotu wystarczy wcisnąć do w styrodur. Jeśli mamy pod ręką tylko tepę patyczki, dobrze jest zrobić w styrodurze dziurkę nożem i w nią wciskać sztyft.
Pierwszy etap za nami. Jeśli wszystko sobie przygotowaliśmy zawczasu czynności modelarskie nie powinny nam zająć więcej niż 30 – 40 minut.

Etap II – rzeźbienie i szpachlowanie

W tym etapie zajmiemy się skałami i powypełniamy szpachlą wszystkie ubytki i szpary. Po poprzednim etapie powinniśmy mieć mniej więcej coś takiego:



Zaczynamy. Najpierw skompletujmy „uzbrojenie” – duży nóż (nie musi być ostry, ja używam tego samego co do cięcia), szpachlówka uniwersalna (może być oczywiście specjalistyczna szpachla modelarska, ale szkoda na nią kasy, może być też gips, ale jego znów trzeba mieszać z wodą, itp, więc taka tania szpachla z pudełka jest najwygodniejsza, bo gotowa do użytku od razu) i coś do nakładania szpachli, używam małej szpachli dedykowanej do rozprowadzania farby olejnej na obrazie, ale może to być cokolwiek płaskiego, nawet kawałek przezroczystego plastiku wycięty z blisterka.

Rzeźbienie skał – to właściwie najważniejszy etap, od niego zależeć będzie jak fajnie górka będzie wyglądać, szczególnie, że tych skałek jest sporo. Rzeźbić będziemy uderzając nożem o styrodur. Różne części noża zostawiają po sobie na styrodurze różne ślady, warto poeksperymentować, na pewno niczego nie zniszczymy i nie zepsujemy efektu. Im więcej czasu poświęcimy na rzeźbienie tym lepszy efekty uzyskamy. Rzeźbiąc skałki uderzam nasadą noża:

czubkiem:

oraz drugą tępą krawędzią (styrodur wgniata się i pęka tworząc bardzo ciekawy i naturalny efekt):

Po kilku uderzeniach powinniśmy otrzymać coś takiego:

Możemy uderzać nie tylko w pionowe części góry, ale także w wierzchołek, powstanie coś na kształt wychodni skalnych:

Cała wyrzeźbiona krawędź wygląda tak:

Jeśli chcemy, żeby skały były bardziej różnorodne, upstrzone wnękami, małymi jaskiniami, przewieszonymi ścianami musimy to po prostu wybić nożem wbijając go głęboko i wyrywając palcami luźne fragmenty. Powstanie nam coś w ten deseń:

Na samym końcu urywamy palcami wszelkie wystające, ledwo się trzymające kawałki styroduru. Powinniśmy otrzymać mniej więcej coś takiego:

Pora na szpachlę. Nakładamy ją na górkę, rozprowadzamy i mniej więcej wyrównujemy. To nie jest gładź, chodzi o zatkanie dziur (zawsze mi nóż kilka razy uderzy nie tam gdzie trzeba i powstają z tego niesympatyczne wyrwy):

W swojej górce musiałem też wyrównać szpachlówką bok, żeby pasował do drugiej górki. Na tym zdjęciu widać też ładnie wychodnie skalne, o których wspominałem wcześniej:

To by było na tyle, etap zakończony, godzina roboty. Odłóżmy górkę na godzinę lub kilka (jeśli dawaliśmy grube warstwy szpachli).

Etap IIIa – piaskowanie po raz pierwszy

Pora na obrzucenie górki piaskiem, żeby miała ładną teksturę. Używam zwykłego piasku budowlanego i dodaję do niego najdrobniejszy żwir budowlany (większość kamyczków jest odpowiednio małych, a te zbyt duże łatwo wybrać). Potrzeba nam będzie pędzla do nakładania wikolu i samego wikolu. Jako, że postanowiłem połączyć oba szczyty górki mostkiem potrzebne mi będą także dwie wykałaczki.

Najpierw obcinam końcówki wykałaczek, zrobię z nich słupy mostku. Ostre końcówki moczę w wikolu:

i wbijam w styrodur:

następnie całą powierzchnię nie będącą skałami pokrywam grubą warstwą wikolu:

Kolejny etap to obrzucenie całości piaskiem. Nie żałuję piasku, zasypuje całość dużą jego ilością i zostawiam na noc (nie ma się co spieszyć, wikol wiąże piasek naprawdę mocno, ale trzeba mu dać trochę czasu):

Etap IIIb – piaskowanie po raz drugi

Po pierwszym piaskowaniu górka wygląda tak (oczywiście po zrzuceniu z niej całego piasku, który się nie przykleił):

W kilku miejscach prześwituje styrodur, kilka miejsc nie jest pokryta piaskiem. Mamy dwa wyjścia, albo zrobimy jeszcze jedno piaskowanie – malując wikolem po piasku i sypiąc kolejna warstwę, albo (ja wybrałem to rozwiązanie, bo mi się nie chciało czekać znów kilkunastu godzin Bezalkoholowe! ) po prostu dosypiemy tu i ówdzie piasku przy utrwalaniu. Na górkę nie ma co szarpać się na kolejne warstwy, jeśli jednak chcemy wykonać tą techniką stół bitewny, po którym będziemy przesuwać ciężkie tereny, opierać się o niego, kłaść butelki, rzucać kości, itp warto pokusić się o drugą warstwę. Utrwalanie to po prostu kąpiel stołu w rozwodnionym wikolu. Bierzemy jakieś naczynie (raczej nie spożywcze, ja użyłem opakowaniu na płyty cd), wlewamy do niego odrobinę letniej wody i dodajemy wikol:

Po rozmieszaniu powinniśmy otrzymać „coś” o konsystencji mleka:

Nakładamy to „mleczko” na górkę pędzlem:

całość po utrwalaczu wygląda tak:

Czasami zdarza się, że z piasku i utrwalacza robi się błotko, nic w tym złego, nie dotykać, odłożyć w spokojne miejsce, niech schnie, ale przedtem uzupełnijmy ubytki, na przykład takie:

Posypujemy je po prostu piaskiem i gotowe Jest fajnie. Jeśli chcemy mieć odrobinę tekstury na wzgórzu to możemy dosypać tak piasek w kilka miejsc – utworzą nam się trochę wystające ponad poziom zwykłego piasku małe zbrylenia. Fajnie to wygląda, ale jest to efekt bardzo delikatny – przy grze będzie to słabo widać. Uzupełniamy więc:

Na koniec kilka uwag – jeśli pomieszaliście piasek z kamyczkami (tak jak ja to zrobiłem) warto podlać te kamyczki mleczkiem trochę obficiej, a nawet przy większych głazach obsypać delikatnie dookoła piaskiem. Kolejna sprawa to brudzenie – mleczko wikolowe jest bardzo wodniste i spływa z górki, dobrze jest więc ją położyć na jakimś podwyższeniu żeby górka nie przykleiła nam się do podłoża – można podłożyć pod styrodur kilka słoiczków z farbą i całość umieścić w takim miejscu, żeby ściekający klej nie narobił szkód – czyli dębowy parkiet w pokoju gościnnym raczej odpada.

Etap IV – malowanie

Wzgórze wyschło i wygląda tak:

Czas wziąć się za malowanie. Potrzeba nam do tego farby – pustynie maluję kolorem Siena Naturalna. Nie ma sensu używać do takich celów farb akrylowych przeznaczonych do malowania figurek, są po prostu za drogie, a równie dobry efekt uzyskamy zwykłymi akrylami. Radzę wybrać się do sklepu artystycznego i kupić tam farbę akrylową – lepszą lub gorszą w zależności czym będziemy ją nakładać. Używam do malowania terenów aerografu, więc wybrałem droższą i i markową farbę (droższa to znaczy 13zł za wielką tubę, którą można pomalować kilkanaście takich wzgórz), żeby nie zatykała dyszy i w miarę ładnie kryła. Do pędzla nie szalałbym aż tak i wziął co maja najtańszego Jest fajnie. Zestaw do malowania wygląda w moim wypadku tak:

Farbę należy rozcieńczyć wodą (dokładnie tak samo jak wikol w poprzednim etapie), piasek sam z siebie ma kolor piaskowy, więc chodzi właściwie tylko, żeby go trochę przyciemnić i zamalować prześwitujący styrodur, stąd farba musi być rozcieńczona (szczególnie ważne jest to przy nakładaniu pędzlem, akryle w tubkach są gęste, malując taką pastą raz, że wydalibyśmy dużo kasy na farby, dwa, że zamalowalibyśmy piaskową teksturę). Do takiego malowania nadaje się każdy aerograf, nawet te najtańsze. Nie potrzeba także wielkiego ciśnienia, więc i kompresor nie musi być wypasiony. Aerograf ma nad pędzlem przewagę, bo łatwiej uzyskiwać nim kilka odcieni tego samego koloru, co dodaje powierzchni życia i realizmu.
Zaczynamy malować:

Na kolejny zdjęciu pomalowana jest już duża cześć górki, widać też te delikatne teksturki w miejscu gdzie podsypywaliśmy piasek w poprzednim etapie.

Kamienie malujemy jak najdokładniej, żeby straciły swój naturalny kolor (szczególnie, że żwir budowlany składa się z kamyczków o najrozmaitszych barwach). Malujemy także skałki (to trochę bardziej skomplikowana robota, szczególnie pędzlem, bo mają one mnóstwo załomów, gdzie trudno wsadzić pędzel i które łatwo przeoczyć). Pomalowana górka wygląda tak:

Widać, że farba jest miejscami wciąż mokra, a w kilku miejscach skał wciąż widać seledynowy kolor styroduru:

Nie pozostaje nam więc nic innego jak odłożyć wzgórze na godzinkę lub dwie, żeby wyschła pierwsza warstwa farby i pomalować całość raz jeszcze. Po drugim malowaniu górka wygląda tak:

skały już nie prześwitują seledynem:

W kilku miejscach świadomie nawaliłem dużo farby, po wyschnięciu miejsca te będą ciemniejsze co daje fajny efekt, bo w rzeczywistości grunt nigdy nie ma jednakowego odcienia – tu jest jaśniejszy, tam ciemniejszy, itp.

To już koniec tego etapu. Górka jest pomalowana bazowym kolorem, trzeba jej dać chwilę, żeby obeschła. Noc będzie w sam raz – farba była solidnie rozcieńczona wodą, miejscami tej farby było dużo, górka jest pełna załomów nie ma się więc co spieszyć, popsujemy sobie pośpiechem tylko efekt końcowy.

Etap V – drybrush

Pora na drybrush. Górka przeschła, ale wygląda średnio, wcale nie jak pustynia, prawda? Drybrush to zmieni Jest fajnie. Potrzeba nam pędzla – wciąż tego samego do malowania kaloryferów, farby wykorzystywanej w poprzednim etapie (Siena Naturalna) i farby białej (najtańsza akurat dostępna w naszym ulubionym sklepie z artykułami dla plastyków).

Mieszamy obie farby – w stosunku mniej więcej 1-1 (bez udziału wody tym razem, potrzeba nam gęstej farby):

Nie przejmujmy się, że farba nie jest rozmieszana idealnie. W naturze nic nie jest idealne Bezalkoholowe!. Nakładamy odrobinę na koniec pędzla i delikatnie przejeżdżamy po powierzchni górki. Pędzel powinien ledwo muskać piasku – im delikatniej to zrobimy tym lepiej, jeśli zrobimy coś zbyt delikatnie łatwo to poprawić, jeśli zbyt intensywnie poprawki są już trudne. Tak to powinno wyglądać:

Przy drybrusowaniu piasku od razu ładnie i dużo mocniej wydrybrushują nam się kamyki (nie wymaga to naszych starań, drybrushuja piasek „przejeżdżamy” także pędzlem po wystających kamyczkach i gotowe) . Powinny wyglądać tak:

Następny krok to drybrush skałek. Używamy tej samej mieszanki, ale skałki traktujemy z mniejszą delikatnością. Drybrush ma być mocny, tak, żeby ciemny kolor (Siena Naturalna) pozostał tylko w zagłębieniach:

Różnica między skałką po drybrushu i przed:

Całe zdrybrushowane wzgórze w świetle słonecznym wygląda tak:




Etap VI – mostek

Najgorsza robota za nami, pozostała wykończeniówka. Pierw dokończymy mostek – pierwotnie chciałem zrobić most wiszący na dwóch linach przymocowanych do palików, ale trochę za dużo było z tym babrania – szczególnie w skali 15 mm, więc będzie zwykły, klasyczny, drewniany most.
Potrzeba nam ostrego nożyka, pilniczka (lub papieru ściernego), klejów typu super-glue i wikol, dwóch wykałaczek i trochę balsy (zrobimy z niej deski mostu, jeśli nie mamy pod ręką balsy, a mostek jest w skali 28mm to spokojnie zamiast niej można użyć zapałek):

Przymierzamy wykałaczki, obcinamy po kawałeczku z każdej strony (żeby miały odpowiednią długość):

następnie delikatnie spiłowujemy końcówki wykałaczek – żeby w miarę dokładnie przylegały do powierzchni górki, tak jak prawdziwe belki częściowo wkopane w ziemię:

Kolejny krok to przyklejenie za pomocą super-glue wykałaczek do powierzchni górki:

żeby wszystko się lepiej trzymało zalałem też odrobiną wikolu wykałaczki:

Teraz nożykiem wycinamy w balsie deseczki i przymierzamy do mostku:

smarujemy wykałaczki od góry wikolem:

przyklejamy wycięte deseczki (można je wyciąć dużo dokładniej niż ja to zrobiłem, ale to i tak malutki mostek, więc za bardzo tych nierówności nie będzie widać):

Pozostaje poręcz. Ją też zrobimy z balsy. Wycinamy, przymierzamy i przyklejamy wikolem:

Balsa jest zbyt jasna, postanowiłem więc ją troszkę przyciemnić (tylko trochę, bo drewno na pustyni jest raczej jasne, jeśli byłby to mostek robiony pod klimat umiarkowany użyłbym ciemno brązowego washa). Przyciemniałem tym samym kolorem, którym malowałem piasek – czyli farbą Siena Naturalna (po co sobie utrudniać większą ilością kolorów Bezalkoholowe! ). Farbę mocno rozcieńczyłem wodą:

i pokryłem mostek (jak widać na zdjęciu część bez farby jest troszkę jaśniejsza):

Etap VII – roślinność

Uff, prawie całość zrobiona, tylko podoklejać tu i tam kilka kępek trawy i jakiś krzaczek. Żeby to ładnie i szybko zrobić potrzebujemy trawki elektrostatycznej (użyłem ciemno zielonej, bo takiej używam do makiety pustynnej – stół, który robię wzoruje trochę na terenie wokół przełęczy Kasserine i tam trawa bywa takiego właśnie koloru, ale można użyć innej oczywiście), krzaczków (używam produktu firmy Gala Force Nine – Summer Clump Foliage, zrobię z niego i krzaczki i drzewka), kleju super-glue, pędzelka i kilku patyczków na pnie drzew.


Pierw drzewka, dużo ich nie trzeba, to w końcu pustynia, ale ze dwa ujdą Bezalkoholowe!. Bierzemy patyczek i przy pomocy Super-glue naklejamy na niego trochę Summer Clump Foliage:


Kolejne wymyśliłem sobie koło mostku, odpowiedni patyczek przymierzam więc w upatrzone miejsce:

i naklejam na niego także krzaczki:

następnie znów używając super-glue przyklejam gotowe drzewko przy moście:

z drugim drzewkiem robię to samo. Do zrobienia fajnego drzewka w takiej skali (tylko 15mm) nie trzeba dużo, do 28mm trzeba się będzie bardziej napracować, ale metoda patyczki + krzaczki się sprawdza, a drzewa wyglądają świetnie i robi się je szybciutko (trzeba tylko fajnego patyka i nie przesadzać z krzaczkami, za wzór mogą służyć drzewka bonzai).
Krzaczki – odrobina super-glue i dociskamy mały kawałem Summer Clump Foliage:


tak prezentuje się wzgórze z naklejonymi krzakami i dwoma drzewkami:


Robienie trawki to też nie „rocket science” – odrobina super glue w kilku/kilkunastu miejscach:

na to obficie sypiemy trawkę:

i zostawiamy na kilkanaście minut. Teraz trzeba usunąć nadmiar trawki i zebrać ją do ponownego wykorzystania. Do tego przyda się pędzel – zbieramy nim nadmiar trawy elektrostatycznej:

Podsumowanie

Gotowe! Wzgórze zrobione.

Wzgórze z figurkami w skali:





i z trochę większymi modelami (czy dzielni Włosi dadzą radę Land Raiderowi?):



i na koniec oba wzgórza, które u mnie stanowiąc jedną całość:

PS – na ostatnich zdjęciach widać także jeden z czterech blatów, które tworzą mój pustynny stół. Zostały one zrobione w ten sam sposób co wzgórze.
PPS – nie każdemu z Was podoba się kolor rozjaśnień, to po trochu wina oświetlenia, które zmusiło mnie do delikatnego podkreślenia barw na zdjęciach, a po trochu proporcji przy mieszaniu bieli i sieny. Mnie się takie ciut bielsze wzgórza podobają, uważam, że lepiej wyglądają w kiepskim oświetleniu (a w takim się zazwyczaj gra), ale wystarczy zmienić ciut stosunek tych farb i otrzymamy bardziej żółtawy odcień, czyli kolor zbliżony do barwy piaskowca. Wygląda to tak (to wzgórze wykonane ta samą techniką co tutorialowe, tylko dużo większe – nawet jak na standardy 40k):

Zachęcam więc do eksperymentów z kolorami. Można nawet pójść mocno w kierunku czerwieni (zamiast sieny użyć brązowo-czerwonej farby), zrobić marsjańsko-kosmiczną pustynię, w sam raz pasującą do Tau na przykład.

Dzień dobry!

Witam w naszym blogu. Całość na razie powstaje, w zamierzeniach ma to być blog graczy bitewniakowych z województwa śląskiego, choć oczywiście nie będziemy zaglądać nikomu do dokumentów ;).

Pod linkiem „forum” znajduje się nasze forum przeniesione z adresu tablebattle.com.