Monthly Archives: Lipiec 2015

Nasze figurkowe dłubanie – część 10

Witam w 10 odsłonie naszych modelarskich bojów. Sezon wakacyjny, więc frekwencja taka sobie, ale jakość prac więcej niż zadowalająca.

Bielkins:

Witam,

Ostatnie 1,5 m-ca upłynęło mi pod znakiem wpierw przygotowań do, a później delegacji do Włoch. Chciałem zabrać jak najwięcej projektów, by mieć co robić wieczorami. Taki był plan i częściowo udało się go zrealizować.

 

Skończyłem dwa plutony tankietek TKS, w sumie 10 szt.
Zastanawiam się jeszcze nad efektami zużycia, ale te szkraby są tak małe, że boję się przesadzić. :/ Myślę, że ograniczę się to pyłu/ziemi na gąsienicach wykonanych pigmentami.

Poniżej efekty moich zmagań:

OLYMPUS DIGITAL CAMERA OLYMPUS DIGITAL CAMERA OLYMPUS DIGITAL CAMERA OLYMPUS DIGITAL CAMERA OLYMPUS DIGITAL CAMERA OLYMPUS DIGITAL CAMERA OLYMPUS DIGITAL CAMERA OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Dzięki aero udało mi się przed wyjazdem pokryć kolorem bazowym sporą ilość modeli, a na wyjeździe wykonać pierwszy etap cieniowania rapidografem.

W sumie było tego 31 modeli!

– British Quad tractor – 4 szt.

– British CMP 15 cwt truck – 2 szt.

– British Jeep – 2 szt.

– 7tp – 16 szt.

– Samochód pancerny Wz.34 – 3 szt.

– M12 155mm (SP) GMC– 4 szt.

Poniżej zdjęcia WIP-ów:

OLYMPUS DIGITAL CAMERA OLYMPUS DIGITAL CAMERA OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Dalsze plany zakładają stopniowe kończenie rozpoczętych już modeli (WIP).

Chętnie wysłucham Waszych opinii.

 

Pozdrawiam
Bielkins

 

sgr:

Ostatnio trudno mi się zebrać do figurek – głównie ze względu na inne godziny pracy. Zmusiłem się do dokończenia zaczętego lata temu latacza Necronów. Gdy go zaczynałem miałem w planie wyższy standard wykończenia, ale „życie zweryfikowało plany” i aż tak pro nie jest ;). Jestem zadowolony jakby co. Zdjęcia ogródkowe, ale aparat mam jaki mam i przy sztucznym świetle bywa trudno coś sensownego nim zrobić. Jest to mała odmiana od skali 15mm, którą rzeźbię z małymi wyjątkami od wielu lat. Obicia wyszły oki, podstawka z korą zwędzoną z placu zabaw też ujdzie. Nie miałem pomysłu na weathering – nie pamiętam kiedy sklejałem samolot jakiś, więc jest tak trochę po łebkach. Wynajduję w tym modelu także coraz to nowe małe błędy i poprawiam pędzlem, więc nie jest to wersja w 120% skończona.

Poniżej kilka zdjęć:

akces bokcal1 bokcal2 dol gora

Na warsztacie mam teraz figurki do UCM ze startera Dropzone Commandera. Są w dużej części skończone, malowałem je na szybko przed przyjazdem, więc brakuje im kalkomanii jakiś wymyślnych czy innych oznaczeń jednostek, ale są to figurki grywalne z pewnością. Maluje się je fajnie, to czyste, dobrze zaprojektowane plastikowe modele (są nawet szybki do lataczy – to jeden z elementów, których jeszcze nie skończyłem). Dołączam też zdjęcia z Shermanem w skali 15mm dla porównania wielkości. Postaram się wrzucić w tym tygodniu artykuł o tej grze.

Wszystkie pojazdy UCM ze startera (jest jeszcze piechota, ale jej nie zacząłem):

cal1

 

Transportery opancerzone piechoty:

bear

Czołgi i plotki:

czolgi

Porównanie wielkości:

por1 por2 por3

W następnej kolejności chciałbym skończyć Land Ridera, który też zaczęty został lata świetlne temu i przygotować rozpę na ostatni weekend września – wybieram się na turniej i chodzi mi po głowie sowiecka pancerka na Shermanach, ale to jeszcze muszę policzyć budżetowo, jeśli finanse nie pozwolą wezmę pewnie Kanadyjczyków w RAMach i będę ich musiał odświeżyć nieco, bo poobijali się mocno, a M10 mają zły kolor i wymagają przemalowania. Będę też chciał pomalować swoje modele do Dropzone’a, czyli Scourge.

Welsh Open Championship 2015 – sprawozdanie z turnieju Flames of War

W weekend miałem przyjemność wziąć udział w otwartych mistrzostwach Walii w grę Flames of War. Turniej odbył się 27 i 28 czerwca w Cardiff, w sklepie Firestorm Games (http://www.firestormgames.co.uk) Format turnieju to klasyczne 5 bitew, okres Late, punkty 1675. Postanowiłem dla odmiany zabrać na ten turniej Węgrów, konkretnie średnią pancerkę w składzie:

HQ – 2x PzIVH (w tym Tarczay)
3x PzIVH
3x PzIVH
3x PzIVH
3x Zrinyi
3x Toldi II (recce)
4x arta 149mm (5/2+)
2x Nebelwerfer

W piątek przed turniejem pracowałem do późna, więc do Cardiff musiałem wyruszyć pociągiem, bo zaprzyjaźnieni gracze jechali autem z rana. Do Cardiff dotarłem w piątek około godziny 23.00. Miasto oczywiście o tej godzinie mocno balowało, nocleg musiałem wykupić w hostelu, bo opcje hotelowe były bardzo drogie (niestety decydowałem się na wyjazd na turniej dość późno, bo trzymały mnie inne zobowiązania), a że hostel też balował, nie była to najspokojniejsza noc, ale było tanio i ze śniadaniem, w dodatku 5 minut od dworca i 10 minut od turniejowej miejscówki, więc nie ma co narzekać, szczególnie, że kolejna noc była już spokojniejsza. W sobotę zjawiłem się w sali turniejowej jako jedna z pierwszych osób. Sala położona jest rzut beretem od dworca, w dużym magazynie i jest świetna. Duża, z własnym bufetem, dobrze oświetlona, z bogato zaopatrzonym sklepem. Jedyna wada to brak klimatyzacji, bo prawie sto osób wygrzewało salę dość mocno i po drugiej bitwie robiło się cieplutko, ale nie był to jakiś upał nie do wytrzymania. W cenę biletu (37 funtów) wliczone były 3 posiłki, całkiem smaczne zresztą, więc nie trzeba było pielgrzymować nigdzie na jedzenie. Prócz turnieju na sali grano w karcianki, odbył się turniej StarWarsów, kilka kolejnych stolików było zajętych przez innych bitewniakowców. Nie liczyłem stolików, ale na turnieju grało 56 osób i zajmowaliśmy trochę ponad połowę rozstawionych stolików (a miejsce na kilkanaście kolejnych tez bysię znalazło), więc turniej na 100 osób dałoby radę tam zorganizować.

Poniżej kilka zdjęć stolików i fragmentów sali:

2 3 4 5

Pierwszą bitwę – Counterattack – zagrałem przeciw amerykańskiej pancerce z Pattonem, czyli Always Attack ze spearheadem, a ja broniłem się z mobile reserves. Słowem nie było czego grać, zresztą widząc scenariusz i moja rozpiskę, przeciwnik od razu na wstępie, mnie przeprosił :). Raz, dwa, trzy i było po bitwie, wynik 1-6.

b1b b1c b1d

Bitwa druga to znów amerykańska pancerka, ale bez spearheada, za to z mnóstwem Jumbo, E8, itp, czyli średnio.  Znów się broniłem, misja to Fighting Withdrawal. Przez pierwsze dwie tury ewidentnie nie szły nam kości, działo się mało, potem mnie zaczęły rzuty jako tako wychodzić, wyszedłem więc na prowadzenie. Rozpa fajna, ale w nie aż tak kompetentnych rękach plus moja arta 5/2+ i trochę manewrowania i udało się wygrać tracąć tylko jeden pluton, czyli 5-2.

b2a b2ab b2b

Kolejna i ostatnie pierwszego dnia misja to Free for All. Ucieszyłem się, bo wreszcie nie musiałem się bronić, tak przynajmniej myślałem. Utwierdziłem się w tym myśleniu, gdy zobaczyłem przeciw czemu mam grać – gracz przeciwny wystawił – Panterę w HQ, Królewskiego, 3 Pantery, 4 Panzery J i pluton zmechu. Słowem w tej misji średnio dla mnie, bo trudno te czołgi na dystansie czymś ugryżć. Wystawiłem się do ataku, ale ku mojemu zaskoczeniu, przeciwni od razu w pierwszej turze ruszył wszystkim do przodu, czym, nie ukrywam pomieszła mi szyki, bo szykowałem się na polowanie na Królewskiego artą i jakieś próby oskrzydlania Panter (ze średnim pewnie skutkiem, bo plasza była bardzo otwarta). Bitwa bardzo ciekawa, bo przez pierwsze kilka tur absolutnie nie szły mi kości, jedyne co mi się udawało to namierzanie, co turę kładłem templatkę na Królewskim, czasem także na Panterze z HQ i co turę nic nie robiłem – nie trafiałem, przeciwnik się save’ował, albo mi nie wyszedł FP na 2+ dwukrotnie, objechany od boku królewski trafiony trzy razy z AT11 też się wysewował na luzie :). Pantery i reszta spółki po malutku wyłuskiwały mi po Panzerze tu i ówdzie za to. Wszystko zmieniło się w turze bodaj 5 – arta wreszcie zaskoczyła, spadły 2 Pantery od strzała, Pantera z HQ też spadła od strzału w bok, zajechany od boku Królewski też padł, wydawało się, że mam wygraną w kieszeni, bo na drodze do Objectiwu nic już nie stało, a pluton Panzerów też spadł do 1 sztuki, ale okazało się, że w ferworze walki ruszyłem Panzery pozbawione dowództwa, zorientowaliśmy się po 2 turach, chociaż obok był Tarczay, który by z nimi pojechał, gdybym to zauważył, to przez te dwie tury dużo się nadziało i przeciwnik – całkiem słusznie miał wątpliwości czy bym zagrał tak jak mówiłem (też nie miałem pewności, bo po fakcie łatwiej zawsze znaleźć dobrą drogę), więc cofneliśmy się 2 tury i przywróciliśmy do życia Królewskiego. I znów mi przestały iść kości, Pantery czterokrotnie zdały moralkę na ucieczkę/podwójnego baila ostatniego operacyjnego czołgu (bo mi nie wyszedł znów dwukrotnie FP na 2+ po strzale Zrinyiów na bok) i zostały na stole do końca, Królewski był już nie do ruszenia przez artę. Udało mi się wybić PzIVJ tylko, a sam straciłem ponad połowę plutonów. Nie zdałem morale, gdyby nie to, miałbym duże szanse na wygraną, bo przeciwnik w następnej turze straciłby Pantery (4 strzały na 3+ na boczny pancerz od Zrinyjów), wystawił także Królewskiego (bo nie miał wyboru) na 4 strzały w bok i był pod templatką. Koniec końców przegrałem 2-5, bitwa bardzo fajna, z tych, które się długo pamięta, bardzo sympatycznie się też gadało w trakcie.

b3a b3b

Kolejny dzień zaczął się od ekspresowej porażki. Znów się broniłem, znów z mobile reserves, choć tym razem przed radziecka kawalerią. Kości niestety ustawiły wszystko – 6 strzałów na 5 w pierwszej turze na moje czołgi, trafia 6, przebija 6, wychodzi 6 Fire Powerów. Z 5 czołgów na stole został 1. Kawaleria po Spearheadzie jest praktycznie na mojej arcie. skończyliśmy, pogadaliśmy bardzo miło o konfliktach pomiędzy Macedonią i Rzymem, zdążyłem kupić prezent córce. Kawaleria na stole wygląda super :):

b4a b4b b4c b4d

Bitwa ostatnia to Surrounded przeciw niemieckiemu spadowi z fausttrapami. Trudny orzech do zgryzienia, szczególnie, że nie ma żadnych rezerw. Bardzo statyczna bitwa (przeciwnik miał tylko 4 StuGi, reszta to piechota) i niestety znów miałem fatalne rzuty, nic mi nie wychodziło, nic nie trafiałem, poza 3 rzutami obronnymi w jednej z szarż. Nie udało mi się nawet zniszczyć 4 Stugów siedmioma Panzerami z Tarczayem i przerzutami wspartymi artą 5/2+, pobajlowałem je tylko (bo od boku się nie da nie zbajlować StuGa po trafieniu) i kilka razy zmusiłem do testów morale, ale wszystko pozdawały. Strzelanie do czegokolwiek innego na 5+ nie trafiało, a jak trafiło to 3 krotnie po strzale z Breakthrough guna PaK40 ratował save na 5+ od bohatera. Te Paki udało mi się zniszczyć po 6 turach dopiero, bo nie wyszedł im test morale, a bohater poszedł gdzie indziej. Przeciwnik też nie miał jakiś wybitnych rzutów w ataku, ale savewał wszystko i stopniowo wybijał mi plutony, szczególnie, że dwa plutony Panzerów straciły po dowódcy zaraz na początku i stały w miejscu. Średnio wspominam tą bitwę, bo kostkowa niemoc psuje czasami zabawę, szczególnie mocno się to odczuwa podczas ostatniej bitwy.

b5a b5b

Sumując turniej udany, choć poszło mi słabiutko. Sala świetna, atmosfera bardzo fajna, dobre jedzenie, bardzo dobra lokalizacja. Cardiff też bardzo ładne. Rozpiska średnia, ale gdyby nie te wszytkie spearheady nie taka zła, nawet dobra, mam tylko wrażenie, że always attack + spearhead, który jest tak popularny na turniejach (czemu trudno mi się dziwić) psuję trochę zabawę, bo pozbawia przeciwnika jakiegokolwiek manewru i zamienia wszystko w dwie tury kostkologii – wybije, czy nie wybuije nim przyjdą rezerwy, w dodatko mobile reserves okrutnie karze wszystkie armie pancerne, szczególnie te bez Always Attack i spearheada. Poniżej dla zainteresowanych pierwsza dziesiątka z rozpiskam (Always attack lub Always defend prawie tylko, to w mojej opinii świadczy o coraz gorszym balansie w late, bo tylko takie rozpy mają przyszłość turniejową, czyli te zasady są zbyt silne i nierównoważone innymi brakami w rozpiskach):

1 Steve Charlton 78 (7th AD + Patton)
1 Jez Evans 78 (2ID)
3 Nobby 73 (Sturm co)
4 Robin Spence 71 (Guard Tankovy T34/85)
4 Graham Willmott 71 (RV Chaffees)
6 Dave Gollop 68 (Brit Rifles)
6 Paul Chambers 68 (Strelkovy)
8 Roger Whittam 67 (RT Auto Defend Germans with JT’s and Volks)
9 Laurence Donohoe 66 (Tankovy Lend lease version)
10 Ben Davey 65 (7th AD + Patton)