Skytrex – rzut okiem

Na następny turniej buduję armię opartą o Pantery. Jako wsparcie wybrałem opcje 4x SdKfz 250/8, czyli Stummel, ale na bazie SdKfz 250, tego mniejszego halftracka. Battlefront produkował ten model, ale nie można go już kupić w ich sklepie, na przeróżnej maści ebayach, amazonach znalazłem tylko 2 sztuki, a potrzeba mi 4, poza tym jak widać na zdjęciu poniżej model Battlefrontu jest … średni:

Wyszło mi, że najlepszy na zdjęciu zamiennik produkuje firma Skytrex. To bardzo ciekawy producent, będący czasami jedyną alternatywą dla BFu, bo katalog pojazdów II-wojennych ma na prawdę imponujący. Nie miałem wcześniej styczności z tą firmą, więc troszkę się obawiałem co to też do mnie przyjdzie. Zamówiłem 4 sztuki halftracków i woreczek z załogantami (dla artylerii samobieżnej), bo na zdjęciu żadnych żołnierzy nie było. Jak się okazało, niepotrzebny był to zakup, bo do każdego halftracka producent dodaje 3 załogantów (trudno ich upchnąć aż 3). Cenowo wychodzi taniej niż w BFie – model Battlefrontu kosztuje 8 funtów oficjalnie, 7.20 lub 7.50 w sklepach online, Skytrex ceni swoje modele na 6.50 funta.

Modele zapakowane są w woreczki:

worek

Całość jest metalowa. Pojazd jest w jednym kawałku, należy dokleić tylko armatkę, km i załogantów:

zawartosc

Figurki są wykonane przyzwoicie, zdecydowanie lepiej niż konkurencja z BFu. Oczywiście odbiegają detalem od najnowszych plastikowych modeli, ale są ok. Tak wyglądają sklejone (bez km-u i załogi):

sklejoneprzod  tyl

Odlew jest dobry, odrobina flashu przy działkach i trochę linii podziałowych. Wada to konieczność ściącia półokrągłego kołnierza z przodu modelu, bez tego nie da się zamontować działka. Metal jest miękki i jest to czynność szybka i prosta. Nie jest to najlepszy model jaki widziałem, ale jest więcej niż w porządku na stół bitewny. Jest lepszej jakości niż stare modele Battlefrontu, nie ma też problemu z dostępnością – zamówienie doszło do mnie na następny dzień. Sumując udany zakup. Pomalowane pojawią się niebawem na forum – jak tylko uporam się z Panterami z PSC (też wrzucę recenzję, bo to ciekawy zestaw, choć nie pozbawiony wad).

Strona producenta:

http://www.skytrex.com/

Górnośląski Master gry Flames of War – sprawozdanie.

Ink nadesłał sprawozdanie z ostatniego turnieju na Górnym Śląsku, który odbył się w Gliwicach 19 i 20 września 2015 roku.

 

Na początku relacji może złożę od siebie podziękowania:
1) Zorgowi za organizację. Bez niego nie było by tak bezproblemowo. Poza tym myślę, że fakt firmowania swoim imieniem turnieju przyciąga znacznie więcej graczy niż gdybym to ja organizował. Masz już niezłą renomę :)
2) Patrolowi za przyjście dzień wcześniej i pomoc w ustawieniu stołów
3) wszystkim graczom za pomoc w sprzątaniu. Myślę, że wyszło super!

Co do moich bitew- wystawiłem moją standardową rozpiskę spadochroniarzy USA w konfiguracji:
2 plutony spadochroniarzy
Pluton artylerii 105mm
Ppanc – działka 57mm
Jeepy zwiadowcze
Moździerze 80mm
Pelotki stacjonarne 0,5 cal
Pluton czołgów: Jumbo+2 Easy Eight+ M4 Sherman

Pierwszą bitwę grałem przeciwko walcowi pancernemu Szymona „Myszki” Mateli na czołgach T-34. Jak zobaczyłem tę chmarę 20 czołgów wspartych „sukami” to się lekko przestraszyłem – na szczęście broniłem się na krótkiej krawędzi stołu z rezerwami, ale z racji 8 plutonów miałem sporo rzeczy na stole. Artyleria od początku ładnie trafiała czołgi, działa przeciwpancerne wyskakując z ambusha też zaliczyły kilka celnych trafień, a czołgi wyjeżdżając z rezerw też się świetnie sprawdziły. Udało mi się wystrzelać oba plutony T-34 i zabić dowódcę kompanii. Na stole zostały przeciwnikowi 2 plutony „suk” i Katiusze. Odważny rajd jeepami na tyły przeciwnika i zniszczenie katiusz przypieczętował grę, złamałem przeciwnika. Udało by mi się to wcześniej ale przez 1 turę zapomniałem o jeepach, co przedłużyło grę. Przez to straciłem pluton czołgów, więc miałem sporę stratę. Gra była bardzo przyjemna- nie tylko ja
lubię grać z Szymonem- świadczy o tym fakt, iż dostał nagrodę Fair Play (ode mnie też miał punkt). W trakcie gry pozwolił mi zmienić miejsce dowódcy czołgu między innymi i doradzał mi gdzie powinny się znaleźć. Dzięki Szymon!

Drugą bitwę przyszło mi zagrać z Piotrem „Milordzie” Głomskim.
Grałem z nim drugi raz na naszych turniejach i niestety drugi raz przegrałem. Drugi raz przekonałem się też, że ten gracz to trudny przeciwnik jeśli chodzi o sposób gry. Zagrał jak zawsze kompanią  czołgów amerykańskich Reluctant/Veteran z podręcznika Birdge At Remagen. W kompanii miał: 4 Shermany krokodyle (dające always attack), Easy Eighty i Jumbo, Super Pershing, Priesty i zwiad. Popełniłem karygodny błąd ponieważ zapomniałem, że rezerwy przeciwnika wychodzą w 16 calach od rogu a nie tylko z krawędzi i żeby je przywitać podciągnąłem swoje działka ppanc na skraj lasu. A tam w swojej turze przeciwnik z rezerw wystawił krokodyle i spalił moje 57-emki dokumentnie. Później gra potoczyła się dość ciekawie bo udało mi się zniszczyć jego CiC, 2iC oraz obserwera arty, dowódcę arty i 2 priesty. Następnie nawet moje Jumbo i 2 E8 zajęły wrogi objectiv ale on też wściekle atakował już mój. Wypchnąłem go i generalne już siedzę na wrogim objectivie i czekam na jego ostatnią turę. Jedyne co wróg może zrobić żeby nie przegrać to zniszczyć mi Jumbo ogniem 2 priestów. Strzela – namierzony za 1 razem, trafiony z TOTem. Mój save – 6. Przerzut save niestety 1. Nie wychodzi FP. Bail. W następnej turze on odepchnął mnie od mojego objectivu i contestował go jako pierwszy. Dokładnie tak samo przegrałem z Suzanem na Mistrzostwach Polski.

Trzecią bitwę grałem niestety z Pociskiem i jego Cariusem na Jagdtigerach. Ponieważ jest to kompania czołgów „always defend” to ja jako zwykła piechota muszę zaatakować. Byłem już zły po bitwie z Piotrem, może troszkę wściekły na sparowanie z Pociskiem i kompanią, przeciw której bardzo nie lubię grać. Uważam, że zasady Cariusa są przegięte, a zasady niemieckich halftrucków również. Generalnie atakowałem całą bitwę i nawet przez chwilę udało mi się contestować objectiv, ale Pocisk mnie z niego wypchnął. Złamał moją kompanię, a ja nie zdałem testu morale. I dobrze, bo już nie miałem tego dnia ochoty na grę.

Pierwsza bitwa w niedzielę, a czwarta w turnieju – przeciwko Andrew z Kohorty. Gramy na ich stole (Bydgoszcz przywiozła tereny, które rozstawiła tak samo jak w swoim klubie na treningach, co dawało im pewną przewagę). Stół z polem bitwy cały przedzielony torami kolejowymi i prawie cały w polach zboża, z treelinami. Atakuję niemieckie niszczyciele czołgów: Jagdpanthery, Panzery IV, trochę normalnej piechoty, PaKi i Volsskturm. Gra ułożyła mi się dość gładko, ale mój przeciwnik nad jednym ruchem nie mającym znaczenia dla gry (czołg schowany za treelinem) myślał przez kilka minut, następnie robił stormtroopera, potem znowu robił to samo przez co jego tura trwała 25 minut:  ruch i strzelanie z 2 czołgów i moje 2 minuty ruchu, i strzelania z całej armii. Wynudziłem się okropnie, a do tego bałem się, że braknie mi czasu na grę. Przez 1,5 godziny udało nam się rozegrać 5 tur. Na szczęście w 5 turze moje rezerwy (czołgi i pluton piechoty) wyszły z krawędzi i zajęły objectiv niszcząc w assaulcie 2 podstawki piechoty i czołg. Przeciwnik nie miał czym go odbić więc przegrał. O fascynującej rozgrywcę świadczą straty: zniszczyłem mu połowę volkssturmu (bo dziadki nie chciały umierać i miały takie sejwy, że ja pierdziu) a Andrew zniszczył mi jeepy. Jego straty 3% moje 7%.

Piąta bitwa kontra Czys i jego brytyjscy spadochroniarze wsparci Churchillami. To była nasza 3 bitwa – do tej pory bilans wynosił 1:1. Gramy dość statyczną bitwę, więc ktoś musi zaatakować. Ja wystawiam się defensywnie, Czys wrzuca na stoł zwiad i czołgi więc to on prze do przodu. Nie mogę okopać dział, cały czas rzucam 1, więc stają się one naturalnym celem. Dostają 3 trafienia od zwiadu – strzelałem więc tylko 5 na save mnie ratuja. Bang! Wypadają same 6. Teraz Churchille strzelają, trafiają 2 razy. Bang! Save 5 i 6. Z rezerw wyskakują shermany i niszczą sukcesywnie churchille. Artylerią niszczę jeszcze 17 funtówki i zwiad – test na morale kompani wroga – uciekją! Wygrałem tracąc tylko jednego zwykłego Shermana.

Koniec turnieju- ostatecznie zajmuję 9 miejsce. Miałem niepomalowane tylko 3 podstawki pelotek 0.5″, gdyby nie to byłbym 8 😉 Podsumowując turniej bardzo udany jednak brakowało mi Sgr na turnieju. Szkoda, że nie miał jak przyjechać.

Pierwsza 10 turnieju prezentowała się następująco:
1. Piotr Głomski 87 punktów
2. Krawat 76 pkt
3. Smarsz 75 pkt
4. Yegr 72
5. Boruta 66 pkt
6. P. 66 pkt
7. Maciek Kapałczyński 64 pkt
8. Suzan 61 pkt
9. Ink 61 pkt
10. Patrol 55 pkt

Nagroda Fair Play: Szymon „Myszka” Matela – 4 z 5 graczy, którzy z nim grali wskazało ich bitwę jako najlepszą.
Dowódca Ariergardy: Roman „Deks” Liebich (Republika Czeska)

1 2 3 4 5 6 7 8

Art of War Too – sprawozdanie z turnieju Flames of War

Tydzień temu miałem wielką przyjemność wziąć udział w turnieju Art of War Too. Zawody odbyły się w The Sanctuary Gaming Centre w miejscowości Sutton In Ashfield. Format to okres Late, pierwsze dwie gry graliśmy rozpiskami na 1675 punktów, kolejne dwie na 1750, a ostatnią, piątą bitwę na 1800. Rozpiski mogły dowolnie się od siebie różnić, musiały jednak pochodzić z tego samego briefingu. Punktacja taka jak w podręczniku Flames of War, ale przemnożona przez 3 i z bonusami za wybicie 1/3 lub więcej niż połowy plutonów przeciwnika. W turnieju wzięło udział 42 graczy, głównie z UK, choć był desant z USA i Nowej Zelandii. Turniej odbywał się w bardzo malowniczym miejscu – przerobionym na centrum gier starym kościele. Był też bardzo fajnie zorganizowany. Bardzo sympatyczna atmosfera, dobre jedzenie, ciekawe stoły i bardzo fajne nagrody. Każdy uczestnik dostał także broszurkę z rozpiskami wszystkich przeciwników – to bardzo fajna sprawa, jak ktoś ciekawy mogę posprawdzać kto czym grał, a grano prawie wszystkim, briefingi powtarzały się bardzo sporadycznie. Ja zdecydowałem zagrać kanadyjską piechotą w RAMach. Trochę dlatego, że to fajna rozpa, trochę, że od jakiegoś czasu doprowadzam moje armijki do w miarę jednolitego wyglądu i teraz padło na Kanadyjczyków. Grałem dwoma plutonami piechoty w RAMach, plutonem Universal Carrierów (z lub bez .50 w zależności od punktów), plutonem WASPów, sześcioma 6-funtówkami z transportem, plutonem moździerzy, baterią artylerii rakietowej i w zależności od punktów plutonem M10/17pdr lub plutonem czterech Shermanów (w tym dwoma Firefly’ami).

Pierwsza gra przeciw sowieckim weterańskim saperom poszło mi słabiutko. Graliśmy Cauldron, o tym, że będę się bronił zdecydował rzut kością (obie rozpiski to piechota z auto-atakiem). Zaczęło się dobrze – Materace, które budziły zdziwienie na tunieju jako bardzo słaba artyleria, jak zwykle pokazały lwi pazur, wybiły prawie do zera jeden pluton saperów, drugi poległ od ognia piechoty i przegrał assault z bohaterskimi Kanadyjczykami i wtedy, mimo, że przeciwnik nie miał na stole niczego czym mógłby mi zaszkodzić (tylko artyleria została i 2 podstawki z plutonu saperów) kości pokazały, kto tu rządzi. Po assaulcie i ostrzale artylerii miałem 3 plutony poniżej połowy (na 4 w ogóle), rezerwy nie wyszły i nie zdałem 5 kolejnych testów morale (3 dla plutonów z jednym przerzutem i morale kompanii). Przegrałem wygraną bitwę. Muszę powiedzieć, że praktycznie mnie to w ogóle nie ruszyło, być może dlatego, że miałem mały kryzys wargamingowy, bardziej miałem ochotę zrobić sobie dioramkę na półkę i pomalować coś większego niż dłubać przy 15mm. W każdym bądź razie przeszedłem nad ta porażką do porządku dziennego, postanowiłem nawet nie zmieniać kości (grałem kostkami zrobionymi specjalnie na turniej, które każdy na początku dostał i których nikt nie używał, bo były podobno kiepskie, z czym się nie zgadam 😉 ). Wynik 2-5.

Druga bitwa przeciw niemieckiej średniej pancerce – PzIVJ, Hornissy, zwiad w Luchasach. Misja Pincer. Broniłem się. Figurki przeciwnika były bardzo ładnie pomalowane, choć kamuflaż zimowy średnio pasował do stołu. Niemcy szli ku moim pozycjom i strzelali się z 6pdr z ambusha i z plutonem M10. Jak zwykle solidne wsparcie dawały materace i po bitwie bez taktycznych fajerwerków dość pewnie wygrałem. Kości mi tym razem szły dobrze, a materace jak co bitwę zaliczyły parę czołgów i parę ważnych baili. Wygrałem 5-2.

Trzecia bitwa to Free for All przeciw amerykańskiemu zmechowi. Choć grało się bardzo przyjmenie, i mnie i przeciwnikowi bitwa ta zamknęła drogę do dobrego miejsca w tabeli. To nie jest najlepsza misja turniejowa, a już w ogóle słabo się sprawdza przy dwóch rozpiskach w gruncie rzeczy piechotnych. Na moje szczęście po błędzie na początku gry – nie zaszarżowałem plutonu 3 Shermanów (w tym zbailownaego Jumbo i Easy8) przeciwnik przestraszył się szarży WASPów i plutonu piechoty na jego objectivy i cofnął swoje siły, które zagrażały mojemu objectivowi. Myślę, że gdyby kontynuował natarcie mógłby tą grę wygrać – dużo zależałoby od assaultu, a tu różnie bywa, plutony brytyjskiej piechoty są dość duże i zazwyczaj dobrze sobie radzą, ale przewaga była po jego stronie. Cofając się stracił jednak szansę. Pozdawaliśmy po 2 testy morale plutonów na gracza i zakończyliśmy grę remisem bez żadnych strat. Dostaliśmy po 6 dużym punktów za obopólna przegraną. Gra była bardzo sympatyczna i znów bardzo solidnie wypadły Materace. Właściwie co bitwę powtarzała się sytuacja, że po pytaniu o AT i FP nikt do nich nie strzelał w pierwszej turze, bo w końcu co może zrobić AT3. Po pierwszej salwie się to zmieniało. Jak pod wzornikiem jest 7, 9 czy 11 czołgów to zawsze ze 2 czołgi zostaną zniszczone. Wynik końcowy 2-2.

Pierwszy dzień poszedł mi więc średnio, ale byłem bardzo zadowolony z gier. Każda była sympatyczna i grało mi się bardzo dobrze, zupełnie na luzie.

Niedziela zaczęła się od Fighting Withdrawal. Lubię tą misję. Wypadło mi grać przeciw lekkiej amerykańskiej pancerce na Stuartach. Bardzo dużo czołgów – 3 plutony Stuartów, pluton sześciu Shermanów 105mm, pluton M10 i recce. Broniłem się. Do ambusha poszły 6pdr. Udało mi się wystrzelać dość szybko 2 plutony Stuartów – 6-funtówki są do tego idealne, ale trzeci pluton wraz z 105mm dał się bardzo mocno we znaki moje piechocie. Materace co turę coś niszczyły, a to Stuarta, a to Shermana, przeciwnik miał na objectivie kilkanaście czołgów, ja broniłem się coraz to mniejszym plutonem piechoty (105mm coś tam czasem trafiały) i mogło byc różnie, ale czas się skończył. Graliśmy dość szybko, ale bitwa trwała tylko 2 godziny 10 minut, mieliśmy liczne rozpiski, co turę kolega rzucał wiaderkiem kości przeciw mojej piechocie i nie zdążyliśmy dograć do końca. Skończyło się z lekką przewagą przeciwnika, ale trudno mówić, że miał wygraną grę. Straciłem dwa plutony – UC i WASPy, przeciwnik 3 (recce, i 2x Stuarty), a 105mm były już w połowie zniszczone. Bitwa znów bardzo sympatyczna. 4-3 dla mnie.

Ostatnia bitwa to Counterattack i Comety naprzeciw. Po raz pierwszy miałem możliwość ataku w nocy i użycia RAMów, więc nie zastanawiając się bardzo skorzystałem z niej. Gra była dość dokładna, tzn przeciwnik pilnował zasięgów (moich i swoich), dystansów, kilka razy niezgodziliśmy się co do pewnych reguł, ale mimo to, bardzo koleżeńska. Ot po prostu graliśmy dokładnie według zasad. Comety to dość odważny wybór – szczególnie, że było ich sporo – do tego SAS w Jeepach. Nie jest to może super rozpa, ale w rękach dobrego gracza (a przeciw takiemu grałem) da się tym grać i wygrywać coś od czasu do czasu. Z mojej strony taktyka była prosta – jedziemy na objectiv. Dzień wstał bardzo szybko, więc musieliśmy zacząć się strzelać. Materace + pluton Shermanów dawały radę. Szarża piechoty też dorzuciła trochę. Jako, że była to ostatnia bitwa byliśmy trochę rozluźnieni i czas nam upływał na różnych rzeczach, zaczęło nam go pod koniec brakować. Byłem przekonany, że to przegram, bo jako atakujący musiałem zdobyć objectiv, żeby wygrać, ale pomógł mi przeciwnik. W mojej przedostatniej turze zaszarżowałem piechotą, którą w rozpaczliwym manewrze rzuciłem na drugi objectiv (do zdobycia pierwszego zabrakło mi czasu, mimo wystrzelania Cometów, w okolicach czaiły się resztki Jeepów i one co turę wjeżdżały w objectiv nie dając mi wygrać) pluton Cometów, które wycofały sie z Assaultu. Skonsolidowałem się w kierunku objectivu i skończyłem turę. Piechota była mocna wytrzebiona, zostały mi chyba tylko 4 podstawki i Comety postanowiły zaszarżować w swojej ostatniej turze, nie wiem czemu, bo ewentualna wygrana nic nie zmieniała, poza może tym, że w ten sposób ja nie mógłbym ich zaszarżować w swojej ostatniej turze (a miałem szansę zniszczyć całość sił przeciwnika, 2 plutony Cometów już nie istniały, na stole były 2 Jeepy, 2iC i 2 Comety). Zaszarżowały, nie trafiły, ja nie zdałem testu na kontrszarżę i musiałem się wycofać i w tym momencie zorientowaliśmy się, że moja piechota jest mniej niż 10 cali od objectivu i ma 6 cali ruchu w odwrocie, a jego czołgi są dalej i mają tylko 4 cale konsolidacji. Zająłem więc objectiv i wygrałem. 4-3.

Sumując zająłem 20 miejsce z 51 punktami i dostałem nagrodę dla najlepszego newcomera, z czego się bardzo cieszę, bo nagroda ta, to, oprócz boksa Panter z PSC i plutonu SS z Forged in Battle, ręcznie malowany specjalnie na tą imprezę obrazek. To świetny pomysła. Do każdej nagrody (miejsca 1-3, malowanie w 3 kategoriach, newcomer, sportowe zachowanie, najlepszy stół) dodawano taki obraz, widać je na zdjęciach. Podsumowując, świetna impreza. I lokalizacja i gracze i atmosfera i smaczki – obrazki, listy armijne w broszurce, kostki z logiem imprezy dla każdego, pojawiające się co jakiś czas w różnych miejscach sali zdjęcia uczestników z żartobliwym komentarzem – na wysokim poziomie. Przeszedł mi kryzys flamesowy.

Poniżej trochę zdjęć, przepraszam za jakość, ale to tylko komórka, bo nic innego nie mam obecnie na stanie.

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 15 16 17nag