Górnośląski Master gry Flames of War – sprawozdanie.

By | Październik 15, 2015

Ink nadesłał sprawozdanie z ostatniego turnieju na Górnym Śląsku, który odbył się w Gliwicach 19 i 20 września 2015 roku.

 

Na początku relacji może złożę od siebie podziękowania:
1) Zorgowi za organizację. Bez niego nie było by tak bezproblemowo. Poza tym myślę, że fakt firmowania swoim imieniem turnieju przyciąga znacznie więcej graczy niż gdybym to ja organizował. Masz już niezłą renomę :)
2) Patrolowi za przyjście dzień wcześniej i pomoc w ustawieniu stołów
3) wszystkim graczom za pomoc w sprzątaniu. Myślę, że wyszło super!

Co do moich bitew- wystawiłem moją standardową rozpiskę spadochroniarzy USA w konfiguracji:
2 plutony spadochroniarzy
Pluton artylerii 105mm
Ppanc – działka 57mm
Jeepy zwiadowcze
Moździerze 80mm
Pelotki stacjonarne 0,5 cal
Pluton czołgów: Jumbo+2 Easy Eight+ M4 Sherman

Pierwszą bitwę grałem przeciwko walcowi pancernemu Szymona „Myszki” Mateli na czołgach T-34. Jak zobaczyłem tę chmarę 20 czołgów wspartych „sukami” to się lekko przestraszyłem – na szczęście broniłem się na krótkiej krawędzi stołu z rezerwami, ale z racji 8 plutonów miałem sporo rzeczy na stole. Artyleria od początku ładnie trafiała czołgi, działa przeciwpancerne wyskakując z ambusha też zaliczyły kilka celnych trafień, a czołgi wyjeżdżając z rezerw też się świetnie sprawdziły. Udało mi się wystrzelać oba plutony T-34 i zabić dowódcę kompanii. Na stole zostały przeciwnikowi 2 plutony „suk” i Katiusze. Odważny rajd jeepami na tyły przeciwnika i zniszczenie katiusz przypieczętował grę, złamałem przeciwnika. Udało by mi się to wcześniej ale przez 1 turę zapomniałem o jeepach, co przedłużyło grę. Przez to straciłem pluton czołgów, więc miałem sporę stratę. Gra była bardzo przyjemna- nie tylko ja
lubię grać z Szymonem- świadczy o tym fakt, iż dostał nagrodę Fair Play (ode mnie też miał punkt). W trakcie gry pozwolił mi zmienić miejsce dowódcy czołgu między innymi i doradzał mi gdzie powinny się znaleźć. Dzięki Szymon!

Drugą bitwę przyszło mi zagrać z Piotrem „Milordzie” Głomskim.
Grałem z nim drugi raz na naszych turniejach i niestety drugi raz przegrałem. Drugi raz przekonałem się też, że ten gracz to trudny przeciwnik jeśli chodzi o sposób gry. Zagrał jak zawsze kompanią  czołgów amerykańskich Reluctant/Veteran z podręcznika Birdge At Remagen. W kompanii miał: 4 Shermany krokodyle (dające always attack), Easy Eighty i Jumbo, Super Pershing, Priesty i zwiad. Popełniłem karygodny błąd ponieważ zapomniałem, że rezerwy przeciwnika wychodzą w 16 calach od rogu a nie tylko z krawędzi i żeby je przywitać podciągnąłem swoje działka ppanc na skraj lasu. A tam w swojej turze przeciwnik z rezerw wystawił krokodyle i spalił moje 57-emki dokumentnie. Później gra potoczyła się dość ciekawie bo udało mi się zniszczyć jego CiC, 2iC oraz obserwera arty, dowódcę arty i 2 priesty. Następnie nawet moje Jumbo i 2 E8 zajęły wrogi objectiv ale on też wściekle atakował już mój. Wypchnąłem go i generalne już siedzę na wrogim objectivie i czekam na jego ostatnią turę. Jedyne co wróg może zrobić żeby nie przegrać to zniszczyć mi Jumbo ogniem 2 priestów. Strzela – namierzony za 1 razem, trafiony z TOTem. Mój save – 6. Przerzut save niestety 1. Nie wychodzi FP. Bail. W następnej turze on odepchnął mnie od mojego objectivu i contestował go jako pierwszy. Dokładnie tak samo przegrałem z Suzanem na Mistrzostwach Polski.

Trzecią bitwę grałem niestety z Pociskiem i jego Cariusem na Jagdtigerach. Ponieważ jest to kompania czołgów „always defend” to ja jako zwykła piechota muszę zaatakować. Byłem już zły po bitwie z Piotrem, może troszkę wściekły na sparowanie z Pociskiem i kompanią, przeciw której bardzo nie lubię grać. Uważam, że zasady Cariusa są przegięte, a zasady niemieckich halftrucków również. Generalnie atakowałem całą bitwę i nawet przez chwilę udało mi się contestować objectiv, ale Pocisk mnie z niego wypchnął. Złamał moją kompanię, a ja nie zdałem testu morale. I dobrze, bo już nie miałem tego dnia ochoty na grę.

Pierwsza bitwa w niedzielę, a czwarta w turnieju – przeciwko Andrew z Kohorty. Gramy na ich stole (Bydgoszcz przywiozła tereny, które rozstawiła tak samo jak w swoim klubie na treningach, co dawało im pewną przewagę). Stół z polem bitwy cały przedzielony torami kolejowymi i prawie cały w polach zboża, z treelinami. Atakuję niemieckie niszczyciele czołgów: Jagdpanthery, Panzery IV, trochę normalnej piechoty, PaKi i Volsskturm. Gra ułożyła mi się dość gładko, ale mój przeciwnik nad jednym ruchem nie mającym znaczenia dla gry (czołg schowany za treelinem) myślał przez kilka minut, następnie robił stormtroopera, potem znowu robił to samo przez co jego tura trwała 25 minut:  ruch i strzelanie z 2 czołgów i moje 2 minuty ruchu, i strzelania z całej armii. Wynudziłem się okropnie, a do tego bałem się, że braknie mi czasu na grę. Przez 1,5 godziny udało nam się rozegrać 5 tur. Na szczęście w 5 turze moje rezerwy (czołgi i pluton piechoty) wyszły z krawędzi i zajęły objectiv niszcząc w assaulcie 2 podstawki piechoty i czołg. Przeciwnik nie miał czym go odbić więc przegrał. O fascynującej rozgrywcę świadczą straty: zniszczyłem mu połowę volkssturmu (bo dziadki nie chciały umierać i miały takie sejwy, że ja pierdziu) a Andrew zniszczył mi jeepy. Jego straty 3% moje 7%.

Piąta bitwa kontra Czys i jego brytyjscy spadochroniarze wsparci Churchillami. To była nasza 3 bitwa – do tej pory bilans wynosił 1:1. Gramy dość statyczną bitwę, więc ktoś musi zaatakować. Ja wystawiam się defensywnie, Czys wrzuca na stoł zwiad i czołgi więc to on prze do przodu. Nie mogę okopać dział, cały czas rzucam 1, więc stają się one naturalnym celem. Dostają 3 trafienia od zwiadu – strzelałem więc tylko 5 na save mnie ratuja. Bang! Wypadają same 6. Teraz Churchille strzelają, trafiają 2 razy. Bang! Save 5 i 6. Z rezerw wyskakują shermany i niszczą sukcesywnie churchille. Artylerią niszczę jeszcze 17 funtówki i zwiad – test na morale kompani wroga – uciekją! Wygrałem tracąc tylko jednego zwykłego Shermana.

Koniec turnieju- ostatecznie zajmuję 9 miejsce. Miałem niepomalowane tylko 3 podstawki pelotek 0.5″, gdyby nie to byłbym 8 😉 Podsumowując turniej bardzo udany jednak brakowało mi Sgr na turnieju. Szkoda, że nie miał jak przyjechać.

Pierwsza 10 turnieju prezentowała się następująco:
1. Piotr Głomski 87 punktów
2. Krawat 76 pkt
3. Smarsz 75 pkt
4. Yegr 72
5. Boruta 66 pkt
6. P. 66 pkt
7. Maciek Kapałczyński 64 pkt
8. Suzan 61 pkt
9. Ink 61 pkt
10. Patrol 55 pkt

Nagroda Fair Play: Szymon „Myszka” Matela – 4 z 5 graczy, którzy z nim grali wskazało ich bitwę jako najlepszą.
Dowódca Ariergardy: Roman „Deks” Liebich (Republika Czeska)

1 2 3 4 5 6 7 8

Jedna odpowiedź do “Górnośląski Master gry Flames of War – sprawozdanie.”

  1. Zorg pisze:

    Nie ma za co! Turniej udało się naprawdę zacnie, a jak dużo gości było! Z punktu widzenia organizatora = sama przyjemność.

Dodaj komentarz